Dzień 12- Kilka słów o Republice Serbskiej w Bośni i Hercegowinie


Łapiemy stopa do Bośni z Herceg-Novi, pełni ekscytacji ustawiliśmy się z na małej zatoczce autobusowej przy jednym z dwóch biur informacji turystycznych w tej miejscowości. Czekamy godzinę, obserwujemy budowę oczyszczalni ścieków budowaną za pieniądze niemieckiego podatnika (budowa finansowana przez odpowiednik polskiego NBP), zobaczyliśmy w niedalekiej odległości od nas jak przez rondo przejeżdża ktoś na rowerze z polską flagą, za chwile nasz rodak podjeżdża bliżej. Wzbudził nasze zainteresowanie, chciałem chwile pogadać ale on stwierdził że nie ma czasu bo „jedzie do Bośni a potem dalej” Wiemy tyle, że był z Konina, bo oprócz polskiej flagi miał proporczyk z herbem Konina. Szukaliśmy o jego wyczynach w necie ale nic nie znaleźliśmy, jak ma ktoś jakieś info kto to mógł być niech mi podeśle..Nie dziwię się, że się spieszył bo czekał go dosyć duży podjazd i jazda po górach aby dotrzeć do Bośni..No cóż.. tego Pana jeszcze spotkaliśmy potem w Bośni 😉 Od tego wydarzenia czekaliśmy jeszcze dwie godziny i zrezygnowani stwierdziliśmy, że jest lipa! Najgorzej przebić się przez góry zwłaszcza gdy są one granicą i charakteryzują się małym zaludnieniem…Wróciliśmy na dworzec autobusowy i frajersko wsiedliśmy w autobus…kosztował on jakieś 7-8 Marek Konwertybilnych. Marka ta była kiedyś związana sztywnym kursem z marka niemiecką, teraz jest zwiazana sztywnym kursem z euro i tak 1Marka to 1,95euro czyli w przybliżeniu 1marka to 4złote. W końcu jakiś prosty przelicznik 😉 Marka zwana jest marką wymienialną, ale w praktyce jest marka niewymienialną poza tym krajem..Także należy wydać wszystkie pieniądze lub wymienić na euro bo nigdzie indziej nikt ich nie przyjmie. Jadąc tym autobusem nie żałowałem żadnej marki wydanej na ten rodzaj transportu, ponieważ jechaliśmy górskimi sempertynami, gdzie złapać stopa byłoby ciężko, gdyby ktoś nas wyrzucił na jakiejś wiosce. Poza tym wioski składały się z dosłownie kilku domków, a głównym elementem krajobrazu były wyschnięte na pieprz szczyty górskie. Przejście graniczne też nie było oblegane (najwidoczniej rzadko kto tędy jeździ, więc autostop nie byłby dobrym pomysłem…) Sama granica też była dla mnie komiczna, wyobraźcie sobie że wjeżdżacie do państwa o nazwie Bośnia i Hercegowina oraz napis Welcome to Bosnia& Hercegovina a tu nagle po przejechaniu 100 metrów od posterunków granicznych powiewają serbskie flagi i kolejna tablica z napisem „Republika Serbska”. Nooo i już wiedziałem, że jestem w domu!Wiedziałem, że będę mógł sprawdzić organoleptycznie coś o czymś czytałem przed wyjazdem!

REPUBPLIKA SERBSKA- CO TO WŁAŚCIWIE JEST?
Republika Serbska to nic innego jak terytorium w Bośni i Hercegowinie, gdzie większość stanowią Serbowie. Republika powstała na mocy układu z Dayton z 1995roku. Republika Serbska ma swojego prezydenta, swój parlament, hymn, sądy. Nieoficjalną stolicą jest Banja Luka. Republika używa flagi Serbii, ale na oficjalnych budynkach i w miejscu dawnych przejść granicznych bez godła Serbii! Nieoficjalnie Serbowie zamieszkujący Republikę używają flagi Serbi z właściwym godłem i podpisem Samo Sloga Srbina Spasava – tylko jedność zbawi Serbów. Ponizej możecie zobaczyć podział administracyjny Federacji na BiH oraz na Republikę Serbską.
republika_srpska_map
Republika Serbska musiała powstać, ponieważ Bośniacy musieli pójść na ustępstwa Serbom. Utworzenie Republiki było gwarantem zakończenia walk w tej wojnie domowej. Zwróćcie uwagę, że nawet południowo-wschodnia część Sarajeva- miasta kojarzącego się z Bośnią jest w terytorium Republiki Serbskiej! Gdy wróciłem do Polski czytałem opowieść polskiej pary podróżującej również na stopa, że okradziono ich na obrzeżach Sarajeva w Republice Serbskiej i gdy nasi rodacy poszli na komende policji Bośniackiej, to policja nie chciała interweniować, bo kradzież zdarzyła się w Republice Serbskiej a nie w Bośni i Hercegowinie!!Polityczny i społeczny misz masz, klasyczny bałkański kocioł! Coś co mnie jara i sprawi, że na pewno jeszcze tam wróce! Wiele wspomniałem o walucie BiH, co ciekawe marki nie są jednakowo w tym federacyjnym państwie!Bośniacy i Chorwaci mają swoich bohaterów na banknotach a Serbowie w Republice Serbskiej swoich!Mimo że nominał pieniędzy jest ten sam. Proszę spojrzeć 😉
marka
Republikę Serbską zamieszkuje wg różnych danych od 90-95% Serbów dlaczego więc Republika Serbska nie przyłączy się do Serbii?O wszystkim decyduje polityka międzynarodowa, Serbia stara się wejść do UE, gdyby wyraziła oficjalnie stanowisko przyłączenia Republiki Serbskiej byłaby znowu nakreślana jako złowroga, nacjonalistyczna nacja dążąca do ekspansji terytorialnej..a zatem w świetle spojrzenia zachodu byłaby skreślona jako potencjalny kandydat. Prezydent Republiki Serbskiej pragnie przede wszystkim utrzymać autonomię oraz w miarę możliwości przybliżać się w stronę Belgradu. Z ust Pana Dodika padły nawet słowa, że skoro Kosovo jest uznane przez państwa zachodnie to Republika Serbska powinna dołączyć się do Serbii lub otworzyć własne niezależne państwo! Wiadomo- społeczność międzynarodowa nie chce zaogniać konfliktu ponownie i skłonić się do przyłączenia do Serbii lub niepodległości. Bośnia to wciąż ognisko zapalne i nie bez powodu stacjonuje tutaj około 1600 żołnierzy misji pokojowej Eufor. Eskalacja konfliktu może otworzyć ogień w innych punktach zapalnych np. w albańskojęzycznych terenach w Serbii, w muzułmańskim Sandżaku podzielonym przez Serbię i Czarnogórę, w dytrykcie Brcko, formalnie zarządzanym przez oba „subpaństwa” Bośni i Hercegowiny.
Mało kto wie ale w latach 1991-1995 w Chorwacji istniała również Republika Serbska!Tylko że nazywała się Republika Serbskiej Krajiny od nazwy geograficznej Kraijna jako regionu geograficznego..
Wysiadając z autobusu w autobuskiej stanicy, która notabene dworcem była tylko z nazwy bo nie miała żadnego zadaszonego przystanku, z czystej ciekawości zobaczyliśmy rozkład jazdy busów do Sarajeva. Oczywiście lokalni pseudotaksówkarze nas otoczyli i zaoferowali jakąś kosmiczną cenę za zawiezienie do Sarajeva. Rozumiem, że nie maja pracy, a rodzinę trzeba jakoś wyżywić, ale być tak nachalnym i perfidnym to coś niedopuszczalnego! Nawet jeden z „taksówkarzy” gdy robiłem filmik się wkręcił w kadr zobaczcie poniżej 😉

Przy okazji pomogliśmy pewnemu Włochowi, który nie znał cyrylicy i nie potrafił się doczytać kiedy ma autobus do Sarajeva. Przypomnieliśmy sobie że zostało nam w kieszeni trochę Dinarów, których już nie wykorzystamy, a szkoda żeby nam kasa przepadła, a skoro jesteśmy w Republice Serbskiej, to gdzie jak nie tutaj przyjmą nam serbskie dinary?!Oczywiście w kraju takim jak Bośnia, a właściwie administracyjnie Republika Serbska nie wszystko jest takie oczywiste 😉 Wpadamy do banku i chcemy wymienić Dinary na Marki, Pani w okienku mówi że nie wie czy może nam wymienić dinary i musi zadzwonić do szefa. Szef się zgodził, Pani pokazała kurs który wyglądał jakoś tak 0,01234 Nieźle nie 😉 Dodatkowo jeden z nas musiał Pani w okienku pokazać paszport, aby Pani spisała nasze dane i na koniec pokwitować wszystko musieliśmy swoim podpisem. Do dzisiaj się zastanawiam czy Patryk nie wziął jakiejś pożyczki w banku w Republice Serbskiej 😉 W banku spotkaliśmy młodego chłopaka, który mówił po angielsku i odradzał nam drogę przez Gaćko, mówił że jest inna, szybsza droga do Mostaru i do Sarajeva, był tylko jeden problem bo ta droga wg mojej mapy przebiegała przez klasyczny „środek niczego”. Ruszyliśmy więc na wylot z miasta nagabywani po raz kolejny przez taksówkarzy.
Po 30 minutach siedzieliśmy w busie z nowym przyjacielem Zoranem, który nas podwoził do Mostaru. POLECAM OBEJRZEĆ FILM GDY JECHALIŚMY DROGĄ POŚRODKU NICZEGO, CZUŁEM SIĘ JAKBYM BYŁ W AFGANISTANIE 😉

hmmmm zalecenia Ministerstwa Spraw Zagranicznych co do Bosni- 1.nie rozbijać namiotu w lesie bo są miny (o tym będzie później) 2. Nie poruszać tematów historycznych, religijnych i politycznych. Kto mnie zna ten wie, że pewnych faktów i rzeczy przemilczeć nie można. A więc zdecydowanie powiedziałem „KOSOVO I METOHIJA JE SERBIJA!!” Nasz kierowca ucieszył się niezmiernie, okazało się że jest Serbem, ale po Kosovie jakoś nie płakał (co mnie zdziwiło), ale jako prawosławny czuł wielki smutek co do utraty Metohiji. Wiedziałem, że w Metohiji jest świątynia prawosławna tak samo ważna dla Serbów jak dla nas Częstochowska Jasna Góra tylko, ze akurat nazwa wypadła mi z głowy. Powiedziałem mojemu Serbskiemu przyjacielowi, że wiem że tam jest Veliki Monastyr Zrozumiał o co mi chodzi 😉 Kolejny paradoks Bośni- Zoran ma paszport Bośni i Hercegowiny ale nie kibicuje reprezentacji Bośni tylko reprezentacji Serbii chociaż sam mieszka w Sarajevie (pewnie w części Republiki Serbskiej). Zoran jeździł po bazarach i kupował warzywa i owoce a następnie zawoził wszystko do Sarajeva, uczestniczyliśmy z nim w transakcjach kupna owoców na targu jest z tego filmik 😉

Koniec końców wysiedliśmy w Mostarze czyli w Hercegowinie i zrobiliśmy sobie z Zoranem pamiątkowe zdjęcie.

O Mostarze będzie kolejny wpis 😉

Reklamy
Film | Opublikowano by | Dodaj komentarz

Dzień 11 podróż Kotor->Herceg-Novi najbardziej nudny dzień

W poprzednim wpisie celowo do końca nie opisałem gdzie spaliśmy na „półdziko” w Kotorze (dokładniej była to wioska o nazwie Dobrota) nie pisałem bo jest o tym filmik 😉 Zapraszam do obejrzenia.

Gdy wstaliśmy nasze gospodynie spały i domek był zamknięty, pomyślałem że głupio tak wstać, spakować się i wyjść bez pożegnania ale jednocześnie nie chciałem ich obudzić. Napisałem więc na dużej kartce liścik markerem z podziękowaniami i pozdrowieniami. Napisałem też jak mnie znaleźć na FB, ale do dzisiaj nie doczekałem się zaproszenia od tej pięknej młodej Czarnogórki, której imienia już nie pamiętam. Zresztą kto by chciał się zadawać z biednym polskim studentem, podróżującym z wielkim plecakiem i śpiącym u ludzi w ogrodzie?Na pewno nie ta dziewczyna-widać że poszukiwała highlife’u!
Jako, że jesteśmy w Czarnodziurze dla autostopowiczów dalej nie mogliśmy złapać nic do Herceg-Novi…to pogadałem z miłym Panem lokalsem i okazało się że niedługo będzie autobus do Herceg-Novi. No cóż niezbyt dobrze się czuje jadąc autobusem na takiej wyprawie… czuje się przegrany, czuję się tępym filistrem, który zamiast stać dalej i łapać będzie jechał niedługo wygodnym autobusem i jeszcze trzeba za to płacić i to sporo bo 5 euro od osoby +1 euro za bagaż!A do przejechania tylko ok 40km! Ale widoki zapierały dech w piersi, ponieważ jechaliśmy samym wybrzeżem Boki Kotorskiej…Tak wyglądała nasza trasa
boka kotorska
Wysiedliśmy w miejscowości Zelenika pod Herceg-Novi i udaliśmy się na poszukiwanie campingu. Zagadałem pewną młodą dziewczynę na mieście, która jest na wakacjach a pochodzi z Novego Sadu z Serbii i pokazała mi że trzeba iść „na prawo” czyli po serbsku na prosto i tam już zobaczymy tabliczkę z campingiem. No cóż camping jak camping, dużo gorszy standardem od campingu w Budvie, a sama Zelenika jak na małą mieścinę i sypialnie Herceg-Novi przystało senna i niedostarczająca żadnych wrażeń. Po rozbiciu namiotu udaliśmy się na rekonesans- oprócz dwóch 2 Cerkvi, supermarketu i kilku barów nie było nic nadzwyczajnego. Plaży też nie było, chociaż i tak mało mnie interesuje plażing i smażing. Zdumiewające, że po 3 dniach nad wybrzeżem tylko raz( i to za dużo o jeden raz!) leżałem na plaży i tylko raz się zamoczyłem. Nie chcę być malkontentem ale leżenie na karimacie na plaży gdzie są kamienie nie należy do przyjemności, ale plagą są sprzedawcy towarów wszelakich (chyba na każdej komercyjnej plaży na świecie tak jest). To denerwuje na maksa!Pisząc ten wpis wciąż mam w pamięci kolesia który z 10 minutową dokładnością przechodzi tuż mojej głowy i krzyczy „kukurydz!kukurydz!Kuuukuuuuryyyydz!!” Oczywiście krzyczał wtedy kiedy ja już prawie zasypiałem. Gdybym nie skręcił kostki w Gucy to chętnie zamiast leżenia wspiąłbym się na jakąś górkę lub znalazł dziką plaże i tam leżał w spokoju ;)) Temperatura wody też nie była zachwycająca…hehe
Kilka słów o Zatoce Kotorskiej, filmik nakręcony w Zelenice.

Mieliśmy dość tego sennego miasteczka, więc pojechaliśmy autobusem podmiejskim do Herceg-Novi. Autobus kursował często i kosztował niedużo jakieś 0,70e w jedną stronę od osoby. Ciekawą rzeczą zaobserwowaną w komunikacji miejskiej w Czarnogórze(ogólnie w całej dawnej Jugosławii tak jest) jest fakt, że kierowca jest od kierowania, a bilety sprzedaje kto inny. W tym autobusie zamknięte były środkowe drzwi, wchodzi się drzwiami tylnymi tam gdzie jest napisane „Ulaz”, następnie kupuje się bilet u pana z kasą fiskalną i w miarę czasu przechodzi się coraz bliżej kierowcy i wychodzi się drzwiami przednimi z napisem „Izlaz”. Moim zdaniem jest to rozsądne rozwiązanie, bo kierowca jest od tego aby dowieźć nas z punktu A do B bezpiecznie, a nie po to, żeby bilety sprzedawać! Wiadomo-rachunek ekonomiczny w takim przypadku nie jest dobry, cena biletu musi być wyższa bo pracują dwie osoby w autobusie a nie tylko sam kierowca..Dotarliśmy do Herceg-Novi i oczywiście musiałem pogadać z kimś napotkanym na ulicy. Na moje pytanie „where are you from” chłopak odpowiedział „From Republika Serpska” Noo i zaczęło się ciekawie, baaardzo politycznie niepoprawnie 😉 Bo oczywiśca Republika Srpska jest regionem autonomii Serbów w Bośni i Hercegowinie i chłopak był pod gradobiciem pytań o przyszłość tej autonomii. No niestety na wiele nurtujących mnie pytań nie umiał odpowiedzieć. kręciliśmy się po Starym Gradzie w Herceg-Novi i nie omieszkałbym zajrzeć do tourist information po darmową mapę miasta i wskazówki, gdzie najlepiej łapać stopa kolejnego dnia do Bośni. Trafiliśmy na super sympatyczną młodą dziewczynę i oczywiście jak na Czarnogórkę przystało bardzo piękną 😉 Dała nam mapę, udzieliła wskazówki, że gdyby nie udało nam się złapać nic do Bośni to możemy jechać autobusem do Trebinji- pierwszego większego miasta w Bośni. Nie muszę wspominać, że podczas rozmowy z nią trudno było mi się skupić na tym co mówi i chyba poczuła, że jest tak słodka że zjadam ją wzrokiem hehe i zapytała się „do you need something else?” na co odparłem „maybe your phone number?” i zacząłem się śmiać. Ona też miała dobry humor i kusząco odparła „maybe…” Cóż myślę że jeszcze się kiedyś spotkamy 😉 Odwiedziliśmy jeszcze zarekomendowaną nam przez Pania z biura info turystycznej restauracje „tri lipe” (trzy lipy) i najedzenie wróciliśmy ostatnim autobusem do Zeleniki.

Film | Opublikowano by | 2 Komentarze

Dzień 10-Kuchnia bałkańska, Kotor i Boka Kotorska

Parę słów jeszcze o kuchni bałkańskiej czyli o punjena paprika i o burce

Na filmie powiedziałem, że jest to dzień 9 ale sie pomyliłem 😉 Zapomniałem na filmiku powiedzieć jeszcze ze dzień wcześniej próbowałem proję czyli serbski chleb kukurydziany. Strasznie nie przypadł mi do gustu…Ale smak punjeny papriki był ekstra! Wraz z Patrykiem gdy przygotowywaliśmy się do wyprawy wyczytaliśmy o jeszcze jednej ciekawej potrawie o sarmie Sarma jest to coś na kształt naszych polskich gołąbków, tylko zamiast liści kapusty są liście winogrona.Niestety, albo źródła internetowe na temat tej potrawy kłamią albo w Serii i Czarnogórze nie potrafią jej właściwie serwować. W restauracji w angielskim menu wśród składników widniało wyraźnie „cabbage leafs” a nie „grape leafs”. Menu rosyjskie potwierdzało wersję angielską…Kelner zapytanie o to danie odpowiedział, że to nie jest tradycyjne bałkańskie danie i tam są jednak liście kapusty…Z kolei po przyjeździe Patryk ogladał Master Chief i była sarma serwowana właściwie. Więc jak to wkońcu jest??

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.


Tego to po spakowaniu namiotu udaliśmy się aby łapać stopa do Kotoru, aby zobaczyć słynną Bokę Kotorską, jest to jedyny w południowej Europie fiord. Fiordy kojarzą się głównie z Norwegią i powstają poprzez podniesienie się poziomu morza i zalaniu dolin górskich, które przebiegają najczęściej prostopadle do linii wybrzeża. Ale, ale aby spełnic to małe marzenie trzeba było się tam dostać, co było baaardzo trudne. Magistrala Adriatycka nie ma litości dla autostopowiczów- z jednej strony ściany skalne opadające na prawą krawędź jezdni, z drugiej strony barierki i przepaść do Adriatyku albo tunel wykuty w skale. Możliwości, aby auto się zatrzymało jest więc ograniczone. Przeglądając grupy na FB autostopowiczów można się spotkać z określeniem, że podróżowanie wzdłuż wybrzeża w Czarnogórze jest tak tragiczne, że sam kraj nazywany jest Czarnądziurą..Do Kotoru mieliśmy tylko kilkadziesiąt kilometrów, myśleliśmy, że zaraz na wylocie z miasta będzie jakiś przystanek i tam sobie spokojnie staniemy i chwila moment będziemy w Kotorze, więc nawet nie kupowaliśmy wody. Przypuszczenia okazały się złudne, przystanku nie było ani żadnego innego miejsca na poboczu. Co więcej napotkaliśmy na przeszkodę w postaci tunelu, później też nie było lepiej więc człapaliśmy z plecakami w największe słońce w południe bez wody. Przy życiu trzymała mnie tylko orzeźwiająca dzienna bryza morska…W pewnym momencie postanowiłem uwiecznić moje katusze i zrobić sobie zdjecie;)
Wg mapy przeszliśmy jakieś 5km z buta po topniejącym od Słońca asfalcie i naszym oczom ukazał się super stacja benzynowa obok, której był supermarket gdzie mogliśmy zaspokoić pragnienie. Co ciekawe w czarnogórskich supermarketach tak dbają o klienta (turystę) że przy kasie stoi dziewczyna i pakuje zakupiony produkty do reklamówki jednorazowej. A jak masz duże zakupy i przyjechał ktoś autem to wiezie te zakupy wózkiem pod auto…Co jak co, ale dla mnie byłoby uwłaczające godności gentelmena (za jakiego się uważam) aby Pani wiozła mi zakupy wózkiem pod moje auto. Co jak co, ale gdzieś leżą pewne granice…Ale to z mojej strony lekka dygresja. Na wyjeździe ze stacji po jakiejś godzinie zatrzymał nam się pewien miły Czarnogórzanin, który jechał do Kotoru. Po drodze zrobiłem kilka zdjęć o to one 😉

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.


Wysiedliśmy pod samą bramą wejściową do Starego Gradu, od razu wzięliśmy mapę z biura turystycznego. Ale Pani z biura nie zgodziła się zostawić naszych plecaków argumentując, że nie ma miejsca (w sumie rozumiem ja, bo rzeczywiście miała mało miejsca). Aby spokojnie zwiedzać bez obciążenia w postaci plecaków poszliśmy na Autobuska Stanice (Dworzec Autobusowy) i zostawiliśmy plecaki na 2 godziny za jakieś 2 euro od osoby…Następnie zwiedzaliśmy Stary Grad i wybrzeże Boki Kotorskiej.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Po zwiedzaniu zaczęliśmy łapać stopa w kierunku Herceg-Novi, a konkretnie do miejscowości Zelenica, bo tam przed wyjazdem na Bałkany wyczytałem, że jest camping a w samym Herceg-Novi go nie ma. Łapalismy w kilku miejscach i nikt oprócz taksówkarzy nie zatrzymywał nam się w celu podwiezienia… No cóż Czarnogóra to rzeczywiście Czarnodziura..Po kilku godzinach stwierdziłem, dlaczego nie możemy nic złapać. Miejsca, w których staliśmy nie były najlepsze do zatrzymania się to raz, a dwa, w większości tamtędy jeździli turystę i co oczywiste patrzyli na nas jak na turystę, a nie jak na podróżników za których się uważamy…O różnicach pomiędzy turystą a podróżnikiem napiszę moje spostrzeżenia na sam koniec bloga…
Kończąc- na wybrzeżu robi się bardzo szybko ciemno, a to za sprawą tego że Słońce szybko się chowa, nie tylko co za horyzontem co za szczytami gór. Robiło się ciemno, a my nie mieliśmy gdzie spać. Ciężko byłoby rozbić namiot na dziko bo na wybrzeżu nie było miejsca na namiot, później były zabudowania i od razu podnóża gór…Wg mnie w grę wchodził nocleg u w Cerkwi u Popa (nie dość, że dałby miejsce do spania to jeszcze jakieś domowe jedzenie) lub nocleg u kogoś na podwórku…Jak rozwiązaliśmy problem braku miejsca do spania dowiecie się w następnej notce ponieważ jest z tego filmik abym się nie rozpisywał. Prawdą jest, że miejsce do spania znaleźliśmy i to razem z żółwiami. Dowodem jest ta fotka 😉

Film | Opublikowano by | Dodaj komentarz

Dzień 9-Budva-Czarnogóra

Podczas drogi autobusem mijaliśmy stolicę Czarnogóry-Podgorice. Podgorica-nic ciekawego. Ale później przejeżdżaliśmy nad miasteczkiem Sveti Stefan-nie trudno się domyśleć, iż polska nazwa tego miasteczka to Święty Stefan. Na samym początku wyspa była jedną wielką fortyfikacją wśród murów schronienie znajdowały dzieci, kobiety i starsi podczas najazdów Turków. Potem z obronnej twierdzi przekształciła się w biedną wioskę rybacką połączona z lądem przez groblę, która często była zalewana przez przypływy morza. Niestety, a może i stety w 1952 nastąpiło przekształcenie wioski w luksusowy hotel. Od tamtej pory Sveti Stefan stała się Perłą Adriatyku Mieszkały tam takie osobistości i sławy jak Marilyn Monroe, Sophia Loren, Claudia Schiffer, Sylvester Stallone oraz Marszałek Tito. Lista sław jest dłuższa, ale tylko te nazwiska coś mi mówią 😉 Wejście na wyspę 6euro a ceny pokoju 1500euro 😉 Poniżej możecie zobaczyć zdjęcia Perły Adriatyku.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.


A tutaj już filmik z plaży w Budvie.

Gdy dotarliśmy na dworzec autobusowy w Budvie od razu poszedłem do tourist information po mapę miasta i poprosiłem o namiary na kempingi. Kempingów było w mieście dwa + jeden poza miastem w miejscowości Jaz. Z przyczyn oczywistych wchodziły w grę tylko kempingi w mieście. Kemping było dosyć trudno znaleźć wśród plątaniny wąskich uliczek Budvy. Dodatkowo leżał on wg. mapy nad rzeką, której najzwyczajniej w świecie nie było! „Rzeka” była wpuszczona w wybetonowany kanał a że nie było w niej wody to mieszkańcy miasta parkowali tam samochody. Żałuję, że nie zrobiłem zdjęcia…W Afryce rzeki epizodyczne to wadi/uedy, w Australii- creek, a w Europie? W Europie chyba nie ma takiego określenia… Dodatkowo pytając przechodniów o kemping byliśmy kierowani „na liewo” i „na prawo”, błądziliśmy jak dzieci we mgle, później okazało się dlaczego…Najzwyczajniej w świecie serbskie „na prawo” znaczy u nich „prosto”;) Skumaliśmy to dopiero gdy przechodzień mówił „na prawo” i zdecydowanym ruchem ręki pokazywał przed siebie 😉 No cóż- podróże kształcą ;] Swoją droga gdyby ktoś chciał mieszkać na tym kempingu w przyszłości to radzę kierować się do głównej drogi w tym mieście i w centrum miasta znaleźć stację benzynową „Eko Petrol” iść na wschód jakieś 100metrów, minąć „rzekę” i skręcić w lewo w uliczkę Velji Vinogradi. Iść nią 200 metrów i w odpowiednim zaułku skręcić w lewo. Naprawdę ciężko dotrzeć na kemping, nam pomogła pewna starsza Pani 😉 Kemping kosztował około 6euro od osoby. Jest wszystko czego autostopowiczowi potrzeba, a nawet więcej! Bo znalazłem tam proszek do prania i miednicę i w końcu po 9 dniach tułaczki moje ubrania pachniały proszkiem, wcześnie były tylko prane w samej wodzie 😉 Oczywiście jeżeli ktoś chce to może spać na plaży i kąpać się na prysznicach na plaży, ale ja zwiedzać lubię bez plecaka i na luzie. W Budvie polecam Stary Grad oraz skosztować tradycyjnego bałkańskiego dania punjena papryka w jednej z licznych Budviańskich restauracji. O tym daniu będzie filmik z dnia 10. Polecam obejrzeć zdjęcia poniżej z Budvy.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Film | Opublikowano by | Dodaj komentarz

Dzień 8- tragiczne łapanie stopa i postój w Užicach

Dzień 8 zaczął się od pożegnań z naszymi towarzyszami zabawy w Gucy oraz ze Slobodanem-szefem campingu. Pomyśleliśmy, że nie ma co łapać stopa do Cacak, bo wszyscy będą załadowani w autach i nie będą mieć dla nas miejsca. Więc odżałowaliśmy te 200Dinarow i wsiedliśmy do busa jadącego do Cacak. Dobrze zrobiliśmy bo po drodze co 5 metrów stali autostopowicze i próbowali coś złapać. Ja miałem jeszcze nadzieję, że odezwie się pewien Amerykanin z NY, który wraz z przyjaciółmi jedzie do Czarnogóry i zapisał sobie mój nr tel i miał się odezwać gdyby było dla nas miejsce do Montenegro..No ale nic, nie odzywał się, więc trzeba było robić swoje… czyli dalej łapać stopa. Wysiedliśmy z busa na dworcu w Cacak, znalazłem plan miasta, Patryk zrobił zdjęcie i ruszyliśmy szukać miejsca gdzie można łapać w stronę Montenegro…Przeszliśmy przez pół miasta z buta i odnaleźliśmy właściwą drogę. Oczywiście „Nasi już tam są” czyli polscy autostopowicze, więc nie chcieliśmy im przeszkadzać i poszliśmy dalej wzdłuż drogi. Miejscówka, gdzie stali „Nasi” była bardzo słaba- nie było miejsca do zatrzymania się auta. My znaleźliśmy przyzwoite miejsce do łapania za stacją benzynową. Postaliśmy jakieś 20 minut i złapaliśmy Serba, który jechał do miejscowości Jeleń Do. Przejeżdżając widzieliśmy rezerwat Ovcar Banja-malowniczo położony nad rzeką Zapadną, który jest otoczony średniowiecznymi monastyrami. Wysiedliśmy w miejscowości Jeleń Do. Nad tą miejscowością na zboczu góry znajdowała się odkrywkowa kopalnia surowców skalnych (na moje oko kreda albo wapień), co wprawiało mnie do furii już po kilku minutach łapania stopa. Wyobraźcie sobie że łapiecie stopa w bałkańskim upale, macie ograniczone zasoby wody, częstotliwość przejeżdżających aut to 1 auto na 4 minuty i dodatkowo wiatr wieje od zbocza i cały pył z kopalni spada na Was. Co więcej obok Was przejeżdżają ciężarówki z kopalni, unoszące pył, który leży na jezdni. Never again takiego łapania stopa!Zdesperowany, na widok osobowego auta składam ręce w sposób błagalny (tak jak do modlitwy), kierowca to widzi i nie reaguje, ale zatrzymuje się jakieś 10 metrów dalej.Hurra jesteśmy uratowani. Naszym wybawicielem był Ivan, który zawiózł nas do miejscowości Pożega. Tam obok stacji benzynowej mieliśmy lokalna konkurencje, więc musieliśmy trochę poczekać. Nagle zatrzymało się jakieś małe autko z bardzo sympatycznymi Panami w średnim wieku. Kierowca mówił po angielsku, niemiecku i włosku. Jadąc poprosiłem go aby w Użicach wyrzucił nas na dobrej miejscówce do łapania stopa na Czarnogórę. Kierowca odparł, że nie ma problemu, wszystko nam pokaże i nas rozumie, bo też kiedyś był młody i w ten sposób podróżował. Sielankową rozmowę przerwał nam patrol policji…Z moich obserwacji wynika, że tak jak u nas na kierowców wszędzie czekają fotoradary, to tam co 10km stoi policja. Co gorsze na tylnej kanapie na której siedzieliśmy nie było możliwości zapięcia pasów bo były schowane. Kierowca dostał mandat, a nam się zrobiło przykro, bo prawdopodobnie dostał mandat nie tylko za brak włączonych świateł, ale także i za nasz brak pasów. Od tej chwili w aucie zapadła grobowa cisza. Wysiedliśmy na wylotówce z Użic w stronę upragnionej Czarnogóry. Nie byliśmy sami, przed nami stała para Włochów, chociaż ja osobiście nie powiedziałbym, że są Włochami bo wyglądem i ubraniem przypominali bardziej cyganów. No nić oni już próbowali łapać w tym miejscu 2 godziny do Bośni, my łapiemy do Czarnogóry także ze sobą nie rywalizujemy i możemy łapać wspólnie. Zatrzymał się pewien Serb, który jechał do jakiejś miejscowości blisko granicy z Bośnią i użyczyłem mapy naszym autostopowym braciom, aby zobaczyli gdzie ta miejscowość jest. Kierowca, również nie był przekonany co do ich narodowości i kazał pokazać paszport. Pewnie mieli paszport włoski, bo ich zabrał. Staliśmy w doskonałym miejscu widokowym na panoramę miasta z widokiem na rzekę Dziecinę. Nawet polskie auto się zatrzymało aby robić sobie zdjęcia, oczywiście podszedłem i pogadałem gdzie jadą i czy mają miejsce. I oczywiście nie było, bo wiadomo, że jak Polak jedzie na wczasy to zabiera ze sobą pół domu wraz z lodówką…Potem serbska telewizja kręciła jakiś materiał i to oczywiście w tym cholera jasna miejscu gdzie łapaliśmy stopa…Zdegustowani przedłużającym się oczekiwaniem na stopa „gdziekolwiek aby dalej” poszliśmy w poszukiwaniu autobusu lub pociągu do Montenegro. Na nasze szczęście w budce wjazdowej na dworzec autobusowy siedział młodu chłopak, który do mnie zagadał skąd jestem i co tutaj robie 😉 I polecił, że o 22 50 jest autobus do Budvy w Czarnogórze i zaraz spyta się ile kosztuje. Kosztował 16 euro za osobę i można było zapłacić za bilet w euro, bo to trasa do Czarnogóry, która ma walutę euro. Naradzaliśmy się co robić i spotkaliśmy kolejnych Polaków-autostopowiczów. Na wieść o tym, że zamierzamy jechać autobusem za 16 euro jeden z chłopaków nazwał nas „burżujami” i stwierdził, że on ma tyle na cały wyjazd, bo się spłukał konkretnie w Gucy, na którą jechał prosto z Woodstocku. Dobry wariat i tyle! Oczekując na autobus z zakupionymi już biletami poznaliśmy kolejnych rodaków, którzy wraz z tym „wariatem” pojechali na Partizańskie Wody, ponieważ, któryś z nich przeczytał że to ciekawa miejscówa. Osobiście cieszyłem się, że jedziemy autobusem, ponieważ jedzie się w nocy, co wiąże się z darmowym noclegiem w środku i rezygnacją z przeciskania się na stopa przez wąskie górskie drogi. Żałowałem jedynie, że w nocy nie będę mógł podziwiać serbskiej przyrody i najgłębszego kanionu w Europie!Kanionu rzeki Tara, który ma około 1300 metrów głębokości!! Czytając o tym kanionie krew mnie zalewała bo w internecie można znaleźć jego opis min. taki „Kanion rzeki Tary jest po kanionie Kolorado najgłębszym kanionem na świecie! ” KUURWAAA menda dziennikarska, która zna tylko Kanion Kolorado myśli, że jeżeli jest najbardziej znanym Kanionem to jest i najgłębszym ;/ Najgłębszym kanionem jest Kanion Colca w Andach a nie żaden Kanion Kolorado!!Co ciekawe Kanionem Colca jako pierwsi spłynęli Polacy 😉 Nie ma tego złego- napewno jeszcze będę na Bałkanach i Kanionu Tary nie odpuszczę!Rafting po tym kanionie jest jednym z najbardziej niebezpiecznych raftingów, kilka lat temu zginął tam ratownik TOPRu… a wiadomo ratownicy górscy są twardzielami..

..

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Film | Opublikowano by | Dodaj komentarz

Dzień 5,6,7 Festival muzyki bałkańskiej Guča 2013

Dzień 5,6,7 będę omawiał w jednym wpisie.

Nie ma sensu omawiać poszczególnych dni na festivalu oddzielnie, dla mnie cała magia Gučy była jak jeden dłuuuugi dzień obfitujący w szerokie spektrum dźwięków, zapachów, smaków i barw ;))

Dźwięki-jak denerwujące czasami dźwięki różnych kapel, które grają każdy inny utwór przechadzając się po miasteczku i grając. Dźwięki trąbek saksofonów i innych instrumentów trębackich-sorry nie znam się na muzyce. Ale za to polecić mogę kilka utworów gwiazd które grały na Gučy np. Bregovic- kalasznikov (praktycznie to dla tej piosenki przejechałem ponad 1000 km na stopa aby ją usłyszeć na żywo), Bregovic-gas gas gas (utwór, który grał w aucie zespołu Tsi Guns Fanfara Avantura, gdy przekraczaliśmy z nimi granicę węgiersko-serbską, odtąd zawsze kojarzył mi się będzie z tym przejściem granicznym). Nie można zapomnieć o braciach Marković, którzy mają super kawałek pt. „turbo diesel”. Kto mnie zna wie jakiego powera dostaje gdy słyszę ten utwór!!

Zapachy- jak zapachy stoisk gdzie sprzedają na ulicy pljeskavice i Ćevapčići– czyli bałkańskie fastfoody, których różnorodność odmian fascynuje i przeraża, ponieważ trudno zorientować się czym się różni gurmańska pljeskavica od punjena pljeskavica. A odmian tego dania jest sporo…Skoro przy zapachu jesteśmy to moje nozdrza wciąż pamiętają zapach oparów rakiji z autobusu z dnia 4 ;)) Oprócz fastfoodów można było też zjeść takie rarytasy…

Obrazek

Smaki- smak jedzenia pomijam, czy można delektować się smakiem fastfoodów?Wolałbym się skupić na smakach płynów. Rakija-bije wszelkie inne alkohole wysokoprocentowe na głowę. Litr tego Napoju Bogów kupiłem bezpośrednio od producenta-starszego sympatycznego Pana, który widnieje na etykiecie na zdjęciu poniżej. Litr trunku 60% za 25zł to dobry biznes wg mnie 😉

Obrazek

No ale nie samą rakiją żyje człowiek- są też piwa. Najpopularniejsze Jeleń-główny sponsor festivalu. Charakterystyczne zółte parasole z białym jeleniem oznaczają przystań dla spragnionych piany 😉 Piwo popularne, zbyt popularne, dlatego mi od razu śmierdzi komercją i można je przyrównać do polskiego Tyskiego. Jest wszędzie. Każdy zna, każdy pije- a ja akurat jestem snobem i lubię pić coś oryginalnego. Aczkolwiek piwka smakowe niskoprocentowe pod nazwą Jeleń jest jak najbardziej OK. Piwko LAV– marka z koncernu Heineken- jest przepyszne, doskonała goryczka chmielowa za każdym razem pieściła moje podniebienie ;)) Niksićko– Czarnogórskie piwo, warzone w miejscowości o takiej samej nazwie. Lepsze niz Jeleń, gorsze niż Lav. Tuborg-piwko kupione od chłopaków, którzy pilnowali parkingu i przyjmowali za niego opłaty, popijając oczywiście ten napój chłodzący. Wdałem się w krótką pogawędkę z chłopakami i zaoferowali mi sprzedaż zimnego Tuborga. Cóż-niewiele mogę powiedzieć o smaku, ani nadzwyczajnie dobre, ani niesmaczne. Ale za to nie tak często spotykane jak Jeleń-co mnie ucieszyło.

Barwy- we wstępie nie chodziło mi dokładnie o barwy, ale o doznania wzrokowe, estetyczne. A tych było sporo np. piękne kobiety, zmysłowo tańczące w rytm bałkańskiej muzyki „trzęsąc tym co im dały matki” Ahhh te bałkańskie dziewczyny. Proszę zobaczyć filmik z koncertu Gorana Bregovica.

Albo tą panią

Zapomniałbym jeszcze jednej o bardzo ważnej rzeczy-o ATMOSFERZE Gučy!

Każdy festivalowicz, to pozytywnie zakręcony człowiek. Na naszym campingu u Slobodana panowała rodzinna atmosfera w międzynarodowym towarzystwie min. pozytywna ekipa z Belgii (Krystof- pozdrawiam Twoją ekipę 😉 ), dość spora ekipa z Włoch (Włosi-mistrzowie zabawy), a także ludzie z Danii, Szwajcarii, Australii, Nowej Zelandii, Niemiec, Serbii i Polski. Tak wyglądała nasza drużyna campa u Slobodana w sobote

Obrazek

Niemniej jednak najbardziej polubiłem tych wariatów poniżej.Polsko-Serbsko-Włoska kompanija!

Obrazek

Proszę zwrócić uwagę na trzy charakterystyczne palce, jest to symbol narodowy Serbii! Ci którzy oglądają mecze tenisa ziemnego, powinni to widzieć , ponieważ Novak Djoković po wygranym meczu pokazuje ten triumfalny dla Serbów gest. A Djoković ma często do tego okazję 😉 Więcej o tri prsta można przeczytać na http://okonabalkany.blox.pl/2009/03/Trzy-serbskie-palce-Tri-prsta.html oraz na http://en.wikipedia.org/wiki/Three-finger_salute_%28Serbian%29

Kocham rozmawiać z młodymi Serbami, takimi jak ja- kochającymi swój kraj. Niemogących pogodzić się z utratą Kosova i Metohiji- kolebek państwowości serbskiej i ich wiary na rzecz islamu. Zawsze wspieram ich i mówię że „Kosovo i Metohija jest Serbija”, a oni zawsze się ciesza i polewają mi rakije ;). Utrata Metohiji- to jak dla nas utrata Wilna z Matką Boską Ostrobramską lub utrata Jasnej Góry. Nazwa Metohija pochodzi od greckiego słowa: μετόχια, co  oznacza własność Kościoła (dokładniej własność monasteru – klasztoru prawosławnego). Metochia jako kraina geograficzna była przekazana jako latyfundia dla Cerkwi prawosławnej. Możemy sobie tylko wyobrazić co czują prawosławni, gdy wiedzą że ten region jest islamizowany… Utrata Kosova, niesie nostalgię dla Serbów taką jak dla nas utrata największego ośrodka kulturowego po II WŚ czyli Lwowa. Serbowie nigdy nie pogodzą się z utratą tej krainy, tam w Kosovie na Kosovskich Polach blisko Prisztiny w 1389 roku miała miejsce najważniejsza bitwa narodu serbskiego. Naprzeciwko armii serbskiej stanęło Tureckie Imperium Osmańskie. Serbowie przegrali, a Bałkany zostały zislamizowane, skutkiem czego było przyjęcie przez słowiańskich jak dotąd Bośniaków wiary Mahometa. Najgorsza dla Serbów była ponad 500 letnia okupacja przez Turków. Okupacja Serbii przez turków, a potem nas przez zaborców nauczyła nasze narody co zrobić aby język i kultura przetrwała pod zaborcami. Jesteśmy tacy sami, jesteśmy silni bo jesteśmy Słowianami! Mimo że sama bitwa była w XIV wieku to moi Serbscy przyjaciele śpiewają pieśni patriotyczne ku czci dowódcy serbskich wojowników- Księcia Lazara.

Ciąg dalszy nastąpi…

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Dzień 4-W drodze do Gučy-stolicy bałkańskiej muzyki

Jak z Belgradu dotrzeć na festival muzyki cygańskiej w Gučy??

Najłatwiejszym sposobem-i najdroższym jest pojechać zorganizowanym środkiem transportu np. autobusem. Przechadzając się po Belgradzie co chwile widzieliśmy ogłoszenia na słupach ulicznych, że można pojechać autobusem do Gučy za 1600 Dinarów (około 16-17 euro) Cena ta dla nas backpackersów i polskich studentów była zbyt duża. Zresztą po co iść na łatwizne? Jazda do Gučy autobusem byłaby złem ostatecznym. A zatem, jak dojechać autostopem do Gučy? Po pierwsze, trzeba wsiąść w prawie każdy tramwaj i wysiąść w Zeleni venac. Tam trzeba wsiąść w autobus nr 53 i wysiąść za miastem koło stacji benzynowej (trzeba uważać na plecaki bo za stacją są slumsy cygańskie…). Jeżeli na tej stacji komuś sie nie uda złapać to trzeba wziąć autobus nr 531,532 lub 533 i pojechać dalej 2 przystanki i tam próbować. Tyle porad, ale chciałem się podzielić niesamowitą przygodą właśnie w autobusie nr 53. Wsiadamy, a tam gra na akordeonie trzech cyganów. Oczywiście ja w takiej sytuacji zaufaniem darzę tylko cyganów bez rąk i trzymam obie ręce na obu kieszeniach od spodenek i odwracam się tyłem plecaka do szyby. Rzuciłem nawet im parę drobnych dinarów, niech mają a co!wkońcu na wakacjach jestem;] Mieliśmy nadzieję, że nie będziemy płacić za przejazd, nasze nadzieje okazały się złudne kiedy przyszła Pani kontroler biletów (to był pierwszy przystanek na tej trasie) za dwa bilety trzeba było zapłacić 300dinarów. Miałem w kieszeni tylko 150 DIN i 1000 DIN. Pani kontroler była grubo po czterdziestce, ale nie przeszkadzał jej wiek w mówieniu płynnym angielskim 😉 Podczas rozmowy, gdy dowiedziała się, że jesteśmy z Polski i jedziemy do Gučy powiedziała żebym dał jej 150DIN, czyli jechaliśmy we dwóch na jednym bilecie. Wręczyła mi bilet, powiedziałem, że musimy wysiąść na stacji benzynowej bo dalej chcemy łapać stopa na festival odparła, żebyśmy byli spokojni, bo będzie się nami opiekowała. Podczas jazdy porozmawiałem sobie również z pewną trzydziestolatką, ubraną w fajną czerwoną sukienkę… Panowie siedzący kilka rzędów siedzeń dalej dowiedziawszy się o tym, że jedziemy do Gučy odrazu zaczęli poklaskiwać i krzyczeć „Polscy bracia” Ja zacząłem pokazywać, że będziemy pić piwo Jeleń i rakije. Nagle wrzawa o Gučy wypełniła cały autobus ;)) Cóż mogę powiedzieć KOCHAM SERBIE!!Gdy przed nami pojawiła się stacja benzynowa, Pani kontroler się pożegnała, zażartowała że musimy wypić piwo w Gučy za jej zdrowie.Patryk odparł, że wypijemy za jej zdrowie 2 piwa 😉 Wysiedliśmy i Pani nam pomachała na dovidjenja 😉 Na stopa czekaliśmy jakies 20 minut i jechaliśmy do samego Čačak-miasta, z którego Guča jest już rzut beretem. Jechaliśmy z bardzo przyjaznym kierowcą, który miał podstawy angielskiego więc jakoś sie dogadaliśmy. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie bałkańskie upały na zewnątrz i jego samochód bez klimatyzacji…Patryk miał licznik rowerowy, którym mierzyliśmy temp. w środku auta. Maksymalnie było 43 s C w aucie. Ja zdjęciem uchwyciłem moment w którym było 40,3  s C. Oto zdjęcie 😉

Nasz kierowca zajmował się przewozami turystów min. do Grecji. Opowiadał jak był u kolegi w odwiedzinach w USA i mówił, że w Chicago jest sporo Polaków, znał też polskie drużyny piłkarskie…Gdy dotarliśmy do Čačak zaprosił nas do swojego domu, w którym było biuro. Kazał żonie przynieść nam zimnej wody (po takiej spiekocie w aucie wypiliśmy 1,5L zimniutkiej gazowanej wody we trzech w jakieś 10 minut) Zaproponował kawę, ale zdziwił się kiedy mu odpowiedziałem że kawę piję tylko rano…Potem zrobiliśmy sobie z Nim i z jego żoną pamiątkowe zdjęcie-oto one…

Następnie zawiózł nas do centrum Čačak do swojego kolejnego biura(tym razem juz wyglądało ono jak prawdziwe biuro podróży, a nie jak baza logistyczna firmy),w biurze tym pracowała przepiękna blondynka. Taka to chyba by mi wcisnęła ofertę biura podróży naszego poznanego kierowcy pod warunkiem gdyby pojechała ze mną… no ale pozostawmy sferę marzeń i skupmy się na opowieści. Opuściliśmy biuro podróży i nasz kierowca pokazał nam gdzie jest menjačnica-aby wymienić euro na dinary. Następnie odwiózł nas na wylotówkę w stronę Gučy. Tam lokalna konkurencja nie spała i również próbowała dotrzeć na festival. Powstał więc filmik. Zapraszam do obejrzenia 😉

Żar lał się z nieba, więc skoczyłem do sklepu kupić wodę, która po chwili leżenia na słońcu nadawała się z pewnością do parzenia herbaty ;)) Stałem z tabliczka Guca czym wzbudzałem sympatię innych festivalowiczów, którzy jechali drogą do Gučy właśnie. Wszyscy trąbili machali i krzyczeli pozdrowienia w różnych językach świata-w tym po polsku. Sielankową atmosferę popsuł nam pewien Serb, który nie mówił ani po angielsku ani po niemiecku, za to mówił po francusku. Język, którego nie znam ale czasami rozumiem. Mówił że Bogdan, Michał i Artur to jego bracia i że pracował z nimi we Francji. Oczywiście żadnych Bogdanów nie znam, ale to było preludium do jego propozycji aby jechać z nim do Gučy za jedyne 400DIN od głowy. Oczywiście mówił, że jedziemy jego taxi, które taxi nie było…Takich naganiaczy to ja mam serdecznie dość, jeszcze żeby zapytał się raz, dwa, trzy to mogę zrozumieć. Ale koleś stał nad nami, cały czas mówił żeby jechać z nim bo i tak nikt nas nie weźmie budziły we mnie najgorsze negatywne odczucia i nieco popsuł mi humor… Trwało to dobre 30 minut!!W końcu „niby taksiarz” złapał jakichś ludzi, którzy z nim pojechali, my mieliśmy święty spokój. Ale zaraz przyjechał autobus, do którego się wpakowaliśmy, ponieważ małe były szanse, że na festival jedzie ktoś sam lub we dwie osoby i ma wolne miejsce dla nas+ 2 duże plecaki. Wsiedliśmy do autobusu stanęliśmy na środku, bo nie było juz miejsc siedzących. Niesamowity zapach ogarną cały autobus…Tak, tak to opary rakiji- wysokoprocentowego alkoholu pędzonego najczęściej ze śliwek lub gruszek. Opary rakiji to jedno, a mętne wzroki większości męskiej części pasażerów to drugie-które utwierdzało mnie w przekonaniu że to zapach rakiji. Ciekawe ile promili musiał mieć kierowca autobusu, skoro alkoholowe opary ogarniały cały środek komunikacji zbiorowej?

Zdjęcie z łapania stopa-w tle serbski „taksówkarz”

WELCOME TO THE Guča !!

Wysiedliśmy z autobusu, zostaliśmy zaczepieni przez jakąś Serbkę, która oferowała nam camping za 5e/os/noc. Camping był 5min drogi autem od centrum Gučy- podziękowałem. Plan mieliśmy taki, że możemy iść na camping do kolesia z CouchSurfing lub rozbić się na dziko nad rzeką-jak tysiące festivalowiczów. Przeszliśmy się 10m i zaczepił nas Slobodan-chłopak na oko 30 letni, wyglądający dosyć komicznie, gdy podjechał do nas na skuterku. Zaoferował camping w centrum Gučy za 3euro/os/noc. Nie byliśmy do końca przekonani czy chcemy płacić za camping ale postanowiliśmy chociaż go obejrzeć. Camping był w praktycznie centrum miasteczka na podwórku. Postawiliśmy zostać, bo pieniądze niewielkie, a zawsze bezpieczniej zostawić bagaże na campingu u kogoś na podwórku niż na dziko nad rzeką i oczywiście był prysznic i toaleta…Pod wieczór Slobodan zapytał się nas czy już my płaciliśmy, był niesamowicie zakręcony naganianiem ludzi i kompletnie nie pamiętał czy ktoś już mu płacił czy nie. Odpowiedziałem, że mu nie płaciliśmy i że planujemy zostać 4 noce ale nie wiemy czy spodoba nam się festival i że zapłacimy z góry za 2 noce, a później za kolejne dwie. Następnie udaliśmy się na mały rekonesans miasteczka 😉

Film | Opublikowano by | Otagowano , , | Dodaj komentarz