Dzień 15-Wyjazd z Sarajeva w stronę PL

Aby dowiedzieć się jak wyjechać z Sarajeva skorzystaliśmy z niezawodnej strony dla autostopowiczów http://www.hitchwiki.org Są tam niezbędne pomoce jak wyjechać z dużego miasta, gdzie łapać itd. Internetowa Biblia hitchhikerów 😉

Hitchwiki poleca wsiąść w autobus nr 21 i jechać jak najdalej się da. Wysiedliśmy jednak w miejscowości Vogośća. Tam drogi się rozwidlały na jedną główniejsza i drugą mniej główną. Postanowiliśmy że los wybierze za nas, którą pojedziemy, nie mieliśmy sztywnego planu bo już i tak zostały nam tylko po 2 marki bośniackie w kieszeni, kilka monet euro i nic poza tym. Plan drogi powrotnej uzgadnialiśmy kilka razy i szczerze patrząc na plątaninę dróg i małych miasteczek na północ od Sarajeva przez chorwacką część aż do granicy chorwacko-węgierskiej wiedziałem że będzie ciężko…Staliśmy więc z Vogości w niezbyt dobrym miejscu i na pewno nie na tej najbardziej głównej trasie niby tranzytowej. Czekaaamyyy i czeeekamy nieświadomi zupełnie, że są to nasze ostatnie promienie bałkańskiego Słońca…po kilkudziesięciu minutach zatrzymał się młody chłopak i powiedział, że zawiezie nas na lepszą miejscówkę, jakieś kilka kilometrów dalej. Łapaliśmy na tabliczkę „Tuzla” w naprawdę super miejscówce do łapania stopa. Długi i szeroki przystanek autobusowy i parking do pobliskiej karczmy. Wymarzony „spot” to hitchhikingu, z tym że lokalsi już tam łapali stopa…Jedni łapali stopa inni czekali na autobus, patrząc na nas jak na kosmitów i będąc zainteresowani skąd jesteśmy i gdzie jedziemy do nas zagadywali. W pewnym momencie jechało auto i za kilka minut wróciło i zatrzymało się koło nas. Kierowca mówił po niemiecku, no cóż, języka wroga uczyłem się kilka lat i większość już zapomniałem, ale udało nam się dogadać i jedziemy z Maśic Muhidinem Dino 😉 Jak się okazało jest Bośniakiem, muzułmaninem,studiował zarządzanie w Sarajevie. Ma swoją firmę, która zajmuje się eksportem ubrań roboczych do Niemiec, a jednocześnie jest ojcem dziewczyny, która jest baardzo zdolna i studiuje w USA. Jechał, zobaczył nas i zawrócił się po nas. Mieszka w Kladanj, w połowie drogi między Sarajevem a Tuzlą.
Wybierając trasę nie zwracałem uwagi czy jedziemy przez góry, ale gdy zabrał nas w Sarajevie było około 30stopni i gdy oddalaliśmy się od stolicy Bośni ciągle wjeżdżaliśmy w góry. Taką mieliśmy o to drogę 😉

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.


W pewnym momencie byliśmy już tak wysoko nad poziomem morza że temperatura z ponad 30stopni spadła do 15 stopni. Punktem kulminacyjnym była pogoda..zaczęło padać, wiać w dodatku wszędzie dookoła błyskały pioruny i dudniły grzmoty. Maśić widząc zapewne moje przestraszenie i obawy jak będziemy dalej łapać stopa poinformował mnie, że tutaj już od 3 miesięcy non stop są burze…Cóż te słowa chyba niezbyt mnie uspokoiły 😉 Ale nasz kolega zaczął gdzieś dzwonić i w rozmowie pojawiły się dwa słowa klucze „koliko” czyli „ile to kosztuje” oraz „Tuzla” miasto do którego chcieliśmy jechać. Zrozumiałem, że Maśic dzwonił gdzieś zapytać się ile kosztuje bilet do Tuzli. Na moje zapytanie po niemiecku ile kosztuje bilet do Tuzli odpowiedział „Ich bezahlen”. Od razu namalowało mi to uśmiech na twarzy, że kupi nam bilet do następnego miasta 😉 W międzyczasie mijaliśmy budki z Telentiną (pewnie jakiś fastfood gdzie serwują cielęcinę) i zapytał się czy nie jesteśmy głodni. No cóż, lekko głodny byłem bo na śniadanie zjedliśmy tylko po jednym burku, ale na większe koszty pomimo że jest bogaty nie chciałem go naciągać. W Kladanji nie padało, do autobusu mieliśmy 20 minut więc zaprosił nas na bośniacką kafe.Zdjęcie możecie podziwiać poniżej.

Nasz „fundator” miał 40 lub 41 lat chociaż wyglądał na trzydzieści kilka. Pogadaliśmy trochę o jego córce, o historii i o islamie. Dał nam swoją wizytówkę i powiedział, że jeżeli będziemy następnym razem w Bośni to żeby koniecznie się odzywać. Pełen czad!Gdy wróciłem do domu od razu wysłałem mu nasze wspólne zdjęcie na mejla i napisałem podziękowania oraz że cali i szczęśliwi wróciliśmy do domu. Odpisał mi i podziękował za zdjęcie. Pełen czad, być może dzięki nam będzie zawsze brał autostopowiczów 😉 Mieliśmy tyle szczęścia, że miałem 2 marki w kieszeni bo kierowca chciał dodatkowo za wrzucenie plecaków do luku bagażowego po 1 marce. Haha my to mamy farta 😉 Maśic przed zakupem biletu pytał się nas czy będziemy chcieli zwiedzać Tuzle czy od razu jedziemy w stronę Polski. Dowiedziawszy się że nie zamierzamy być Tuzli kupił nam bilet tak abyśmy nie musieli później przebijać się z dworca na wylotówkę na trasę dalej. Więc kupił nam bilet do miasteczka Śićki Brod. Łapaliśmy stopa obok faceta, który coś sprzedawał, miał napis „Maliny” z Patrykiem od razu się zaśmialiśmy, że to na pewno maliny nie są a np. jagody. Jakież było nasze ździwienie, że mieliśmy racje!!HAHA u nich maliny to jagody, a pewnie jagody to maliny(nie wiem nie sprawdzałem ale tak może być) Łapaliśmy chwilkę i nieoczekiwanie zatrzymał nam się TIR. What the Fuck pomyślałem!tam było tak małe pobocze, że nie wierzyłem że ktoś nam się zatrzyma osobówką a już nie mówiąc o tirze. Ale jednak zatrzymał się i zablokował tym samym jeden pas ruchu 😉 Komicznie musiało to wyglądać, my z wielkimi plecakami wchodzimy do kabiny a sznurek aut stojących za nami trąbi na kierowce TIRa, który miał na wszystko (przepraszam za wyrażenie) wyjechane 😉 Wsiedliśmy i znowu konieczność rozmowy po niemiecku..Ahh ta Bośnia! Koleś wracał z trasy do domu, więc częstował nas czekoladą i wodą. Ale był takim pozytywnym człowiekiem że do dzisiaj uśmiecham się, gdy przypominam sobie jazdę z nim. Jedziemy 80km/h idzie dziewczyna poboczem lub jest na przejściu dla pieszych, on zwalnia do zera i na nią trąbi i się cieszy ;))) Pozytywny koleś, który kiedyś woził jabłka z okolic Warki do Bośni. Co ciekawe myślałem że jest on muzułmaninem, ale nieoczekiwanie przeżegnał się kiedy przejeżdżaliśmy obok kościoła katolickiego. No i oczywiście musiałem krzyknąć „Tyy brat! Katolik!Chorwat!” Po kilkudziesięciu kilometrach wspólnej jazdy nasz kierowca odbijał na lewo w stronę Gradaćać, bo tam mieszkał a my jechaliśmy prosto na granice Bośniacko-Serbską więc musieliśmy się rozstać. Zmiana w krajobrazie była już widoczna, zamiast szczytów gór Bośni były przed nami bezkresne równiny użytkowane rolniczo. Po jakiejś godzinie zatrzymał nam się Branko- najczarniejszy Cygan jakiego widziałem w dodatku w czarnym BMW !! Zaleciliśmy sobie z Patrykiem szczególne środki ostrożności podczas wsiadania i wysiadania z auta tak aby nie odjechał z naszymi plecakami. Naprawdę tak czarnego cygana jeszcze nie widziałem hehe Ale nic złego nam się nie stało, widocznie nam nawet cygan w czarnym BMW niestraszny. Jadąc z nim wszędzie obok drogi były zakrzaczenia i napisy „PAZI MINE” Czyli „Uwaga Miny” hehe Wysiedliśmy mając jakieś 10-15km do granicy na jakimś zadupiu, gdzie oprócz baru, urzędu celnego, targowiska przy drodze nic więcej nie było. Co najśmieszniejsze znowu była to Republika Serpska 😉 Czyli po raz kolejny byliśmy w państwu w państwie. Tam też gdzieś po godzinie złapaliśmy kolesia jadącego busem ze śliwkami na pace aż do samej granicy. Koleś dziwny, wysoki i łysy muzułmanin cały czas krzyczący na rząd i na polityków. Mówił tak głośno i szybko że nawet za wiele nie zrozumiałem. Na koniec kazał nam wziąć tyle śliwek ile chcemy, więc sobie trochę pojedliśmy i udaliśmy się pieszo na granice bosniacko-chorwacką. Ucieszeni, że w końcu będziemy w UE podaję paszport celnikowi Bośniackiemu i taki o to dialog się zawiązał:
[Celnik]OOO poljak gdie żeś był!
[Ja] Belgrad, Gucza, Budva, Kotor, Mostar, Sarajevo!!!
[Celnik] I co robiłeś?Piwo pewnie piłeś hahaha student z polszy autostopuu
[Ja]Da, ja pił Niksicko, Sarajevsko, Lav, Jeleń!!haha
[Celnik] I co potem w Polszy?Dalej będiesz piwo pił daaa??
[ja] haha Da, Da dalej bede piwo pił

Pach, pach dostaliśmy pięcząteczki i celnik Chorwacki już nie był taki crazy. Wspominał Naszego Papieża Polaka 😉
Następnie próbowaliśmy łapać stopa gdziekolwiek dalej w Chorwację, lecz robił się juz zmrok i byliśmy zmęczeni wieć poszliśmy na ściernisko, z daleka od głównej drogi, przy polu kukurydzy rozbić namiot 😉 Dobrze, że nie było tabliczek „uwaga miny” ;))

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Dzień 15-Wyjazd z Sarajeva w stronę PL

  1. Róża pisze:

    Nie ma to jak trafiać na właściwych ludzi:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s