Dzień 12- po Republice Serbskiej czas na Mostar!

Jak wspomniałem we wcześniejszym wpisie przyjechaliśmy do Mostaru z przesympatycznym Serbem-Zoranem. W Guczy naszym przyjacielem serbskim przyjacielem też był Zoran, także twierdzę że wszystkie Zorany to dobre chłopaki 😉 Wysiedliśmy na obwodnicy Mostaru, jakieś 5km od centrum. Mostar to nieoficjalna stolica Hercegoviny. Mijaliśmy w pewnym momencie kemping w Blagaj, gdzie jak się dowiedziałem po powrocie do PL jest opcja z miejscówką do spania za free 😉 Po drodze do centrum oglądaliśmy bazę autobusów komunikacji miejskiej, co nas zaciekawiło to fakt, że prawie wszystkie autobusy są produkcji japońskiej i na 99,99% zostały przekazane przez Japonię jako dar dla państwa Bośni i Hercegowiny. Pojechaliśmy do tego miasta aby zobaczyć słynny Stary Most, który tak na prawdę nie jest stary! Albowiem podczas wojny został zniszczony, a następnie odbudowany, jak większość źródeł twierdzi z dokładnie z tych samych starych elementów (chociaż w to lekko wątpię). Także każdy kto ogląda ten most powinien mieć świadomość, że to nie jest Stary Most z XVI wieku, którego zbudowanie zlecił turecki sułtan Sulejman II, bo ten most został zniszczony przez Chorwatów, ponieważ rzeka Neretwa była linią frontu a dzisiaj rozdziela miasto na część muzułmańską na wschodzie i chrześcijańską na zachodzie. Ostatecznie wg mnie i Patryka jest to Młody Most-otwarty do użytku w 2004 roku. Polecam obejrzeć filmik.

oraz kolejny filmik o skoczku, który właśnie skoczył do Neretwy z wysokości 20 metrów

Mimo tego, że mówiłem że tutaj jest dużo turystów, że to nie dla mnie itd to i tak dałem się ponieść fali zakupów i kupiłem magnes na lodówkę z wizerunkiem „Młodego Mostu”, od którego już po 2 miesiącach odkleił się magnez (A mówiłem że tam do kupienia jest sam szajs dla turystów!Mówiłem!!)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.


Co prawda most wygląda bajecznie, ale przez natłok turystów trzeba sobie trochę poczekać aby zrobić ujęcie, gdzie jest się samym na tle mostu…Gdybym był turystą i podróżował własnym autem to spędziłbym w tym mieście maksymalnie godzinę, bo poza tym mostem nie ma nic ciekawego (no chyba że ktoś lubi obserwować dziury w domach po wojnie)DSCN0265
My musieliśmy spać w tym mieście i nie wchodził w grę nawet nocleg za 10euro, który proponowali nagabywacze na ulicy. Ostatnią noc spędziliśmy all-inclusive na campingu, a kolejne dwie w Sarajevie zamierzamy spędzić w hostelu, więc teraz czas na survival w miejskiej dżungli. Miałem pomysł aby spać na dworcu (kolejowym lub autobusowym) ale oba były zamykane na noc. Szliśmy więc w stronę wylotu na Sarajevo, aby dojść do miejsca gdzie obwodnica miasta łączy się z wylotem z centrum miasta. Znaleźliśmy stacje benzynową i upatrzyliśmy sobie miejscówkę za stacją. Sęk w tym, że aby tam wejść trzeba było przeskoczyć przez zamkniętą furtkę, która była blisko jakiegoś baru. Mam jedną zasadę w spaniu na dziko- czym mniej rzucasz się w oczy tym bezpieczniej i twardziej śpiszwięc czekaliśmy aż ludzie sobie pójdą z tego baru..W międzyczasie zjedliśmy pasztet Podlaski. Pierwszy raz zjedliśmy konserwę lub pasztet bo bałem się, że przez te upały wszelakie mięso nawet i w puszce się popsuje. Po tym jak w kanapkach, które były w plecaku ser został tak stopiony jakby był w mikrofali, bałem się o jakość konserw ;d. W międzyczasie do sąsiedniego stolika przysiadł się Bośniak i zaczął sie nas wypytywać skąd jesteśmy. Odpowiedziałem „Deutschland!” i tutaj wpadłem w pewną pułapkę, ponieważ ten Bośniak pracował kiedyś w Linzu i to 15 lat także język musiał znać, a ja mimo 9 lat nauki i po 4 letnim braku styczności z tym językiem mówiłem raczej kiepsko 😉 Następnie z uporem maniaka mówiłem jak najgłośniej do Patryka tak „Ja, ja Hans sehr gut wurst!!” jedząc pasztet z Polski 😉 Bośniak na tyle mój bajer łyknął jak młody pelikan, że kiedy chcieliśmy wyrzucić puszkę to on nam ją zabrał i powiedział „Deutsche salami fur meine Hunde”. Ależ musiało być jego zdziwienie gdy zobaczył napis „product of Poland” 😉 Ostatecznie spaliśmy za ta stacją benzynową, noc była ciepła więc nie chciało mi się nawet na te parę godzin snu rozstawiać namiotu, więc spaliśmy tak jak na foto poniżej: a w kolejnym wpisie wrzucę filmik z miejsca gdzie spaliśmy 😉

Advertisements
Film | Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Dzień 12- po Republice Serbskiej czas na Mostar!

  1. MKazil pisze:

    Te podarowane autobusy nie są japońskie. MAN-y NL przekazane do Mostaru zostały wyprodukowane w Niemczech, natomiast MAN-y SL w Turcji. Reasumując MAN to niemiecka firma.

  2. tchorzyk pisze:

    Za tą informację ręki sobie nie dam uciąć i być może ma Pan rację, niemniej jednak widziałem charakterystyczne znaki alfabetu japońskiego na tych autobusach na zajezdni zaraz na wlocie do miasta od południa…chyba też była jakas informacja po angielsku że te autobusy są podarowane z Japonii (wiekowe autobusy). Widze że ma Pan duża wiedzę na ten temat i zostańmy przy tym że ma Pan racje 😉 Cieszę się ktoś jeszcze czyta bloga zwłaszcza, że najczęściej wiedzą o nim moi blizsi lub dalsi znajomi. Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s