Dzień 11 podróż Kotor->Herceg-Novi najbardziej nudny dzień

W poprzednim wpisie celowo do końca nie opisałem gdzie spaliśmy na „półdziko” w Kotorze (dokładniej była to wioska o nazwie Dobrota) nie pisałem bo jest o tym filmik 😉 Zapraszam do obejrzenia.

Gdy wstaliśmy nasze gospodynie spały i domek był zamknięty, pomyślałem że głupio tak wstać, spakować się i wyjść bez pożegnania ale jednocześnie nie chciałem ich obudzić. Napisałem więc na dużej kartce liścik markerem z podziękowaniami i pozdrowieniami. Napisałem też jak mnie znaleźć na FB, ale do dzisiaj nie doczekałem się zaproszenia od tej pięknej młodej Czarnogórki, której imienia już nie pamiętam. Zresztą kto by chciał się zadawać z biednym polskim studentem, podróżującym z wielkim plecakiem i śpiącym u ludzi w ogrodzie?Na pewno nie ta dziewczyna-widać że poszukiwała highlife’u!
Jako, że jesteśmy w Czarnodziurze dla autostopowiczów dalej nie mogliśmy złapać nic do Herceg-Novi…to pogadałem z miłym Panem lokalsem i okazało się że niedługo będzie autobus do Herceg-Novi. No cóż niezbyt dobrze się czuje jadąc autobusem na takiej wyprawie… czuje się przegrany, czuję się tępym filistrem, który zamiast stać dalej i łapać będzie jechał niedługo wygodnym autobusem i jeszcze trzeba za to płacić i to sporo bo 5 euro od osoby +1 euro za bagaż!A do przejechania tylko ok 40km! Ale widoki zapierały dech w piersi, ponieważ jechaliśmy samym wybrzeżem Boki Kotorskiej…Tak wyglądała nasza trasa
boka kotorska
Wysiedliśmy w miejscowości Zelenika pod Herceg-Novi i udaliśmy się na poszukiwanie campingu. Zagadałem pewną młodą dziewczynę na mieście, która jest na wakacjach a pochodzi z Novego Sadu z Serbii i pokazała mi że trzeba iść „na prawo” czyli po serbsku na prosto i tam już zobaczymy tabliczkę z campingiem. No cóż camping jak camping, dużo gorszy standardem od campingu w Budvie, a sama Zelenika jak na małą mieścinę i sypialnie Herceg-Novi przystało senna i niedostarczająca żadnych wrażeń. Po rozbiciu namiotu udaliśmy się na rekonesans- oprócz dwóch 2 Cerkvi, supermarketu i kilku barów nie było nic nadzwyczajnego. Plaży też nie było, chociaż i tak mało mnie interesuje plażing i smażing. Zdumiewające, że po 3 dniach nad wybrzeżem tylko raz( i to za dużo o jeden raz!) leżałem na plaży i tylko raz się zamoczyłem. Nie chcę być malkontentem ale leżenie na karimacie na plaży gdzie są kamienie nie należy do przyjemności, ale plagą są sprzedawcy towarów wszelakich (chyba na każdej komercyjnej plaży na świecie tak jest). To denerwuje na maksa!Pisząc ten wpis wciąż mam w pamięci kolesia który z 10 minutową dokładnością przechodzi tuż mojej głowy i krzyczy „kukurydz!kukurydz!Kuuukuuuuryyyydz!!” Oczywiście krzyczał wtedy kiedy ja już prawie zasypiałem. Gdybym nie skręcił kostki w Gucy to chętnie zamiast leżenia wspiąłbym się na jakąś górkę lub znalazł dziką plaże i tam leżał w spokoju ;)) Temperatura wody też nie była zachwycająca…hehe
Kilka słów o Zatoce Kotorskiej, filmik nakręcony w Zelenice.

Mieliśmy dość tego sennego miasteczka, więc pojechaliśmy autobusem podmiejskim do Herceg-Novi. Autobus kursował często i kosztował niedużo jakieś 0,70e w jedną stronę od osoby. Ciekawą rzeczą zaobserwowaną w komunikacji miejskiej w Czarnogórze(ogólnie w całej dawnej Jugosławii tak jest) jest fakt, że kierowca jest od kierowania, a bilety sprzedaje kto inny. W tym autobusie zamknięte były środkowe drzwi, wchodzi się drzwiami tylnymi tam gdzie jest napisane „Ulaz”, następnie kupuje się bilet u pana z kasą fiskalną i w miarę czasu przechodzi się coraz bliżej kierowcy i wychodzi się drzwiami przednimi z napisem „Izlaz”. Moim zdaniem jest to rozsądne rozwiązanie, bo kierowca jest od tego aby dowieźć nas z punktu A do B bezpiecznie, a nie po to, żeby bilety sprzedawać! Wiadomo-rachunek ekonomiczny w takim przypadku nie jest dobry, cena biletu musi być wyższa bo pracują dwie osoby w autobusie a nie tylko sam kierowca..Dotarliśmy do Herceg-Novi i oczywiście musiałem pogadać z kimś napotkanym na ulicy. Na moje pytanie „where are you from” chłopak odpowiedział „From Republika Serpska” Noo i zaczęło się ciekawie, baaardzo politycznie niepoprawnie 😉 Bo oczywiśca Republika Srpska jest regionem autonomii Serbów w Bośni i Hercegowinie i chłopak był pod gradobiciem pytań o przyszłość tej autonomii. No niestety na wiele nurtujących mnie pytań nie umiał odpowiedzieć. kręciliśmy się po Starym Gradzie w Herceg-Novi i nie omieszkałbym zajrzeć do tourist information po darmową mapę miasta i wskazówki, gdzie najlepiej łapać stopa kolejnego dnia do Bośni. Trafiliśmy na super sympatyczną młodą dziewczynę i oczywiście jak na Czarnogórkę przystało bardzo piękną 😉 Dała nam mapę, udzieliła wskazówki, że gdyby nie udało nam się złapać nic do Bośni to możemy jechać autobusem do Trebinji- pierwszego większego miasta w Bośni. Nie muszę wspominać, że podczas rozmowy z nią trudno było mi się skupić na tym co mówi i chyba poczuła, że jest tak słodka że zjadam ją wzrokiem hehe i zapytała się „do you need something else?” na co odparłem „maybe your phone number?” i zacząłem się śmiać. Ona też miała dobry humor i kusząco odparła „maybe…” Cóż myślę że jeszcze się kiedyś spotkamy 😉 Odwiedziliśmy jeszcze zarekomendowaną nam przez Pania z biura info turystycznej restauracje „tri lipe” (trzy lipy) i najedzenie wróciliśmy ostatnim autobusem do Zeleniki.

Reklamy
Film | Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Dzień 11 podróż Kotor->Herceg-Novi najbardziej nudny dzień

  1. Joanna P-ska pisze:

    Ile trzeb zapłacić za kemping w Czarnogórze? Autko i/lub namiot. Szczerze to chyba wolę bosnie i hercegowina. Dzika i ciekawsza no ale będziemy tak blisko że chyba wpadniemy zobaczyć Adriatyk. Tylko czy warto? Wolałabym spokój, ciszę, naturę niż tłum turystów i ta kukurydza nad głową-straszne! No i euro! To jak z tymi kempingami?

  2. tchorzyk pisze:

    jakoś 5euro od osoby wychodziło. Kemping bardzo spoko, w zaciszu można się rozbić pod drzewkiem oliwnym 😉 Za autko policzyć mogą kolejne 5 euro…Też zdecydowanie wolę Bośnię i też uważam że jest bardziej dzika i ciekawsza. Tłumy turystów niestety są… chyba że się pójdzie gdzieś poza miasto i znajdzie się jakąś dziką plaże. Ja zrobić tego nie mogłem bo miałem skręconą kostkę po 3 dniowej imprezie na festivalu w Guczy w Serbii. Ogólnie spędzilem nad Adriatykiem 3 dni i o 3 dni za dużo 😉 Ale pojechać i zobaczyć trzeba ;]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s